środa, 4 kwietnia 2012

Święta ach Święta, ochhhhhh...




Żyjemy z Małżonkiem w stresie. Wielkimi krokami zbliżają się święta i zgodnie z ostatnimi ustaleniami świętować mamy u nas w domu. Świętować mają: ja z Małżonkiem, najbliższa rodzina czyli tandem mama + siostra, może też dalsza rodzina dołączy. Pomni ostatniego niedzielnego rodzinnego obiadu oczekujemy najgorszego. Zastanawiamy się co tam matula moja szykuje na tą wyjątkową okazję, bo jeśli myślicie, że Święta mogą ją powstrzymać przez ewentualnym uczynieniem z kolejnego rodzinnego spotkania taksańskiej masakry piłą mechaniczną czy też koszmaru z ulicy wiązów, jesteście w mega zajebistym błędzie. Jej nic nie jest w stanie powstrzymać. Także nie mam większych złudzeń.

 
Jednakowoż środki ostrożności należy jakieś przedsięwziąć. I tak, nakazałam siostrze się nie odzywać, nie prowokować, nie patrzeć spode łba, najlepiej w ogóle nie patrzeć. A jeszcze lepiej jakby w ogóle miała opaskę na oczy i stopery w uszach, choć nie wiem czy sama jej obecność przy świątecznym stole nie będzie matki naszej raziła. Aj dont fink so szczerze mówiąc. Poza tym w razie potrzeby zawsze da się coś jeszcze wycisnąć z przeszłości (która jest dość mocno eksploatowana, ale jednak), jak teraźniejszość nie daje powodów. Także coś tam zawsze rodzicielka wywlecze, że "w zeszłym tygodniu to to, a jeszcze w poprzednim to tamto i że ona już nie może, niech ja coś z tym zrobię". A ja znowu będę musiała udawać, że mnie to interesuje i nakazać siostrze mocne postanowienie poprawy.

 
Może ją czymś zająć. Nie wiem...puzzle, robienie na drutach, może jakiś teleturniej w tv, film, muzyka, no jestem na wszystko otwarta...w każdym razie czymś co zagospodaruje jej uwagę na chwilę dłuższą, kilkugodzinną, ale zajmie tak radośnie, bo jak nie będzie wesoło, tylko przez chwilę nawet trochę smutniej, smętniej, nostalgicznie to jesteśmy w czarnej kurwa dupie. Może się popłakać, bo też wrażliwa z niej kobieta.

 
Także aktualnie mam kilka topowych problemów na czasie: syf na chawirze (nieumyte okna, niewytrzepane dywany, a co się dzieje pod kanapą, jeju och jeju, brud, syf i malaria), pusta lodówka i zamrażarka, czyli w sumie chłodziarko zamrażarka bez żadnych konkretnych zapasów i brak pomysłu na specjały kulinarne co to je by można było zaserwować na świątecznym stole, kurczaka jeszcze nie mam, baranka i bazi też nie, no i najważniejsze: jak zapobiec rodzinnym nieporozumieniom i matczynym wybuchom wkurwu. Zastanawiam się też czy, na wypadek ewentualnych wybuchów emocji, nie uprzedzić sąsiadów, że Świeta organizujemy i że może będzie głośniej, sama nie wiem...

 
Nie wiem doprawdy jak ja to ogarnę w niecały tydzień. Na czym się sfokusować? Wszystko jednakowoż ważne się wydaje. Ugotować, a nie posprzątać? Posprzątać a nie okiełznać gwałtowności rodzica, co się awanturą skończyć może (i co mi wtedy po podłodze lśniącej pod kanapą). Ze święconką bez kurczaka? Tak mało czasu, a tak wiele do zrobienia!

 
Staram się tu mieć przełomowy moment olśnienia w tej scenie...ale niestety nie zawsze mi wychodzi...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz