Majówka czy też koniec świata
jak się okazuje dla wielu majówka to koniec świata. bo jak inaczej wytłumaczyć potrzebę tłumnego zrobienia zapasów spożywczych jakby to co najmniej tydzień wolnego był, a nie dwa tylko dni sklepów z napisem CLOSE. postanowiłam nie różnić się zanadto od reszty i we wtorek wieczorem udałam się do jakiegoś przybytku biedronkowego (bardziej może z przyczyny całkiem pustej lodówki). jakież było moje zdziwienie kiedy to na jeden parking okołosklepowy w ogóle się nie wbiłam, a na drugim, jeżdżąc w kółko, dopiero po kilkunastu minutach udało mi się gdzieś zaparkować. a w sklepie sajgon, kupa ludzi, kolejki, nawet pan kasjer pożegnał mnie słowami "do widzenia. zapraszamy ponownie...tylko błagam, już nie dzisiaj".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz